To miał być mój dzień kolejnej próby. Wczoraj pani zostawiła mnie na godzinę w tym złomie, mówiła, że dzisiaj będę w klatce cały prawie dzień. No to sobie wczoraj na luziku zrobiłem rozpoznanie terenu, zbadałem dokładnie każdy pręcik. Nawet paróweczkę dostałem w nagrodę za grzeczność :-))
Za to dzisiaj zaszalałem, wiedziałem, że będę długo sam w domu i mam wolną łapę. I po całości pojechałem po bandzie :-). Zamknęła mnie w klatce, na skoblu założyła kłódkę i szczęśliwa w swej naiwności pojechała do pracy. To jest to miejsce, co go nigdy nie widziałem, ale stamtąd przynosi czasem te psie-niądze, o których kiedyś mówiłem, ale o tym w innej mojej opowieści. Oczywiście nie obeszło się bez tych wszystkich dobropsów, grzecznopsów i innych psów, co zawsze mi wmawia, że ja taki jestem. Ja nie jestem żaden maminsynek grzeczny, tylko charrakterniak!
Najpierw bawiłem się wodą, całą wylałem na koc, w to wysypałem michę chrupek, ale była fajna zabawa. Z pustej miski postanowiłem zrobić sitko dla mojej pani, na pewno się jej przyda. Pierwsza dziurka wyszła mi całkiem nieźle, równiutka i okrąglutka. Ale plastik jakiś słaby był, no i się rozpadło, to ze złości pogryzłem całą na kawałki. A miała być niespodzianka :-((
Koc był cały mokry, lepił się od chrupek wymieszanych z wodą na błotko, kawałki miski wbijały mi się w siedzenie
no to chciałem wziąć do środka ręcznik, co na klatce leżał, ale jakiś mało wytrzymały się okazał i zrobiła się w nim dziura, ale kto by żałował różowego ręcznika, czy ja jakaś Barbie jestem albo inny Tinki Winki?
Potem, jak już wszystko w środku wymieszałem, no to zaczęło mi się nudzić, a jej wciąż nie było. No jak można zostawić takiego fajnego psa jak ja, na tak długo samego? To nieludzkie i niepsie, nie ma zgody!
Zacząłem kombinować, co by tu jeszcze, w środku już nic fajnego nie było, to pomyślałem, że może sobie wyjdę, prędzej coś sobie znajdę ciekawego. Tu nie puszcza, tak się nie da... Jest!!!! Ała, ała, mój nos! Noo, jest dziura między prętami :-), ale ja nie jestem ratlerek, w życiu się nie wycisnę taką szparą, jak pasta z tubki.
Wiem, mam pomysł :-). Ałł, moje ucho, kawałek futra został na pręcie, boli mnie! Ale za to już jestem na zewnątrz, ja Dekster psiejsko-czarodziejsko wspaniały, co tam taki kawałeczek ucha, jak wolny chłopak jestem.
Wraca, usłyszałem kroki na schodach i klucz w drzwiach, poleciałem ją witać wywijając z radości ogonem. Tyle pracy wykonałem, że na pewno mnie pochwali. Upps, zapomniałem o korku na drzwiach, ale on prawie sam odpadł, ja tak lekko tylko go drapnąłem, może uda mi się na koty zwalić? Jeden jest rudy, to na pewno wredny, to on, to on! Może przejdzie ten numer?
Ale zdziwiona, że mnie widzi luzem? Niech wie, co potrafię! Chyba jednak nie jest całkiem zadowolona??? Że kwiatki pozwalałem? Ale po co komuś kwiatki w domu, jak tyle ładnych jest na dworze?
Chyba nie jest tak zadowolona, jak ja. To może ja lepiej powolutku sobie pójdę stąd i będę udawał, że grzecznie spałem cały dzień? Czyż nie wyglądam jak psi anioł? Zmęczony dniem nad wyraz pracowitym?
Faajnie się dzisiaj bawiłem i ona też miała co robić przez dłuższy czas. Ja to potrafię :-))
Wasz Dekster