środa, 5 maja 2010

Shajlo, czyli o żebraniu kiełbasek i tonach futra na TOZowym podwórku

Dzisiaj nastąpił wielki, długo oczekiwany dzień. Udało mi zebrać się w sobie i ruszyć do walki z linieniem Shajlo. Zbierałam się długo ponieważ Shajlo mały nie jest, a po zimie spędzonej na dworze jego sierść rzadsza się nie stała.
Uzbrojona w dwa zgrzebła: metalowe i gumowe, ruszyłam na podbój sierści do schroniska. Po wyprowadzeniu naszego "maleństwa" udaliśmy się razem w kierunku siedziby TOZ. Droga nie odbyła się bez przeszkód. Okazało się, że dla Shajlo przeszkodą nie do ominięcia jest stojąca na przystanku autobusowym cała klasa młodszych dzieci. Chłopak się rozkleił się zupełnie i zmienił się w pluszową zabawkę. Oniemiałam jak bardzo kocha dzieci i kontakt z nimi. Ale gdy pani wyjęła kiełbaski pogrillowe z woreczka, u Shajlo wyłączył mózg i przeszedł w tryb żebrania. Pojęłam czym jest RAJ. Dosłownie. Najpierw tyle rąk go miziało a później jeszcze kiełbaski z nieba leciały. Normalnie cud!!

Gdy udało się odkleić Shajlo od dziecięcych dłoni i zapachu kiełbasek, ruszyliśmy w dalszą drogę, która odbyła się już bez przeszkód.Ufff... Na miejscu zabrałam się do roboty. Po pół godzinie czesania zaczęłam odnosić wrażenie, że futra do wyczesania wcale nie ma mniej, a góra obok rośnie... Po godzinie byłam już pewna - nigdy nie skończę!!! Po półtorej godzinie osiągnęłam kompromis pomiędzy tym co chciałam osiągnąć na początku a tym co zrobiłam. Po szybkich obliczeniach wyszło mi, że góra futra obok nas jest wystarczającą gwarancją względnie udanych zdjęć ;) Szybkie wytarcie mokrym ręcznikiem w celu odkurzenia sierści pomogło poprawić wizerunek Shajlo. Bestia tak się nudził, że prawie zjadł smycz, zaliczył owijanie się wokół mojej głowy, chodzenie w kółko, włażenie do budy dla kotów, wyciąganie ściółki z tejże, picie wody z kociej miseczki, skakanie mi po głowie, włażenie obcym ludziom do samochodów, zawieranie nowych znajomości zwierzęcych i ludzkich, próbę zjedzenia gumowego zgrzebła i zupełne ignorowanie przygotowanych na okazję czesania smakołyków i zabawek... ufff Zimny dzień podobno był ale jak skończyliśmy, o czułam się jak po kąpieli. Następnym razem już na pewno będę pamiętać, o której godzinie byłam umówiona z Adą na czesanie naszego Shajlo :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz