sobota, 8 maja 2010

Następny dzień, w którym przekonałem się, że moja pani mówi zawsze prawdę...(23.04.2010)

Pani przyjechała do TOZu, widziałem, że zabiera coś metalowego, musiało być wielkie i ciężkie, bo nie mogła upchać w aucie. Do mnie nawet nie podeszła, więc się lekko zaniepokoiłem. Przecież obiecała mnie zabrać jutro, a to już było to jutro!!! Wcale tak długo w nocy nie ujadałem, jak mnie z Gosią zostawiły w kojcu! Przecież byłem grzecznym psem, a już na pewno starałem się nim być! Ja się nie zgadzam, zabierz mnie!
Odjechała... wymiękłem... chyba już nie wróci, ale nawywijałem. I co teraz ze mną będzie?


Przyjechała jednak, jak straciłem wszelką nadzieję, kazała znowu mi wsiąść do auta, nie lubię tego. Ale dzisiaj już mnie nie pakowała do bagażnika, siadłem sobie jak panisko na przednim siedzeniu, ale kazała mi iść na tylne. No kurczę, czy ja nie jestem dość dobry, żeby z przodu jeździć?

Podejrzana historia, w domu stoi to coś dziwnego metalowego(ona nazywa to klatką,) nie podoba mi się to. Wstawiła tam jedzenie i wodę, nie będę jadł, wytrzymam, nie chcę tam wchodzić nawet. Pachnie mi to przestraszonym psem, nie ma głupich. Tylko gdzie ja mam leżeć? Włożyła tam moją kołderkę. Trudno, wolę na podłodze, niż tam wejść.

Po przyjeździe poszliśmy sobie na spacer, kazała mi siadać co chwilę, ale że dawała mi po kawałku parówki za każdym razem, to niech jej będzie, posiadałem sobie trochę, aż jej się znudziło. Dobrze, że parówki było sporo, bo za darmo siadać się nie opłaca. A jaka zadowolona z siebie, przecież jakbym nie chciał siadać, to co by zrobiła?

Potem nie było fajnie, wsadziła mnie do jakiegoś ciasnego i dziwnego, ze śmiesznej rury lała się ciepła woda, polała mnie dziwnym, co się pieniło - czego to ludzie nie wymyślą dla psów. Powiedziała, że koniec kąpieli, no to się wytarłem po swojemu, pół domu było mokre. Wytarła mnie jeszcze, ale na kanapę i tak wejść nie dała. A koty tam leżały, nie cierpię ich, dlaczego ja nie mogłem, a im wolno??? Postanowiłem się podlizać. I pani i kotom, jednego polizałem, pani myślała, że to z miłości, a ja go chciałem najpierw trochę skosztować, nie jadłem nigdy kota, więc nie wiedziałem, czy lubię. A pani kazała lubić koty, no to musiałem, skoro prosi.

Wsadziła mi do klatki parówkę, hehe, nie ze mną takie numery. Wlazłem na sztywnych łapach do środka, jak wyszła z pokoju, chapnąłem parówkę i już mnie nie było.

Jak zrobiło się ciemno, to mnie zabrała do innego pokoju, położyła się na takim wysokim kocu, a mi znowu nie dała. Dlaczego psy muszą leżeć na ziemi, a dwułapy zawsze są wyżej? To niesprawiedliwe, przecież oni są więksi, więc i tak lepiej wszystko widzą? Dwa razy po cichu wlazłem do niej, myślałem, że się uda, ale nic z tego, ma słuch jak wilk, od razu kazała mi schodzić. Za to poszedłem jej pochrupać nad uchem, a potem piłem wodę z miski, najgłośniej, jak umiałem. A umiem baaardzo głośno to robić :-)

Wasz Dekster

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz